Kupowanie samochodu to emocjonująca czynność. Warto jednak zachować zimną krew, bo można stracić niemałe pieniądze zanim zacznie się jeździć wymarzonym autem.
Nieważne, czy idziemy do salonu dealera, do komisu, na giełdę czy kupujemy pojazd z ogłoszenia. Zwykle go oglądamy, sprawdzamy, czy kierownica pasuje do naszych dłoni, możemy się nim nawet przejechać. Jeśli spełnia wszystkie oczekiwania, a z różnych powodów nie możemy go kupić od razu, podpisujemy ze zbywcą umowę przedwstępną.
Taka umowa ma zagwarantować obu stronom transakcji, że do sprzedaży prędzej czy później dojdzie. Innymi słowy - sprzedawca nie sprzeda tego konkretnego auta innemu nabywcy, a klient się nie rozmyśli. 
Ale - jak to w zwykle bywa - najlepszą gwarancją są pieniądze, a nie kartka papieru. Dlatego w umowie przedwstępnej strony postanawiają, że kupujący wpłaci pewną kwotę.
Uważaj na słowa
Przed podpisaniem umowy przedwstępnej trzeba ją dokładnie przeczytać. Zwłaszcza wtedy, gdy jest ona gotowym formularzem z wolnym miejscem na podpis. Jeśli w umowie nie pojawia się słowo „zadatek”, to wpłacone pieniądze są zaliczką. I zadatek i zaliczka będą wliczone w cenę pojazdu, gdy dojdzie do ostatecznej transakcji. Lecz w pozostałych przypadkach wywołują zupełnie odmienne skutki prawne.